Słów parę o tym, o czym już wiesz…

Słów parę o tym, o czym już wiesz…
Newslettery NCZ Refleksje

Wraz z rosnącą ilością elektronicznych oraz tradycyjnie drukowanych publikacji na temat różnych metod diagnostyki oraz terapii naturalnych, odnotowuję wzrost zachorowań na dolegliwość, która jest szczególnie oporna na wszelkie terapie. Nazywam ją w skrócie – WJTC lub WJOS, w zależności od tego czy do zakażenia doszło drogą wzrokową czy przez słuch. Ten rodzaj dolegliwości znany jest wprawdzie od wieków, jednak jego skala zaczyna być niebezpieczna i może przybrać formę epidemii. W tym, szczególnym przypadku są nieskuteczne żadne środki farmakologiczne, zioła czy terapie manualne. Czasem, choć w ograniczonym zakresie działa coaching lub psychoterapia. Najlepszy jednak skutek odnosi sprawdzone lekarstwo znane jako Zdrowy Rozsądek połączone z dawkowaniem przynajmniej raz dziennie Instynktu Samozachowawczego. Wtedy jest szansa na przeżycie…

O jakiej zatem dolegliwości mówimy ? – Jest nią stan wszechogarniającej degradacji wszelkich autorytetów. Ludzie, oszukiwani na każdym kroku niekontrolowanymi reklamami i bezkarnie składanymi obietnicami publikowanymi w mediach, zaczęli sprawę własnego zdrowia brać dosłownie w swoje ręce. Nie było by w tym nic złego, gdyby posiadali odpowiednie przygotowanie teoretyczne i praktyczne, jakie ma dobry lekarz, czy dobry terapeuta. Niestety, tak być nie może. Trudno jest bowiem wymagać od wspaniałego fachowca w zakresie sprzedaży, marketingu czy np. elektroniki użytkowej, aby umiał w praktyce stosować wiedzę przeznaczoną dla terapeutów czy lekarzy.

Tymczasem, drukuje się tysiące książek oraz publikuje setki tysięcy ich przedruków na milionach stron internetowych bez należytego komentarza do odbiorcy, że czysta wiedza nie poparta wieloletnią praktyką i przygotowaniem w szerszym kontekście funkcjonowania ludzkiego organizmu, może zaszkodzić lub prowadzić do braku efektów prowadzonej na własną rękę, bez fachowego wsparcia terapeuty lub lekarza. W ciągu ostatniego roku, jako terapeuta, mam do czynienia z kilkukrotnie większą liczbą osób, którym wydaje się że stosują jakąś terapię lub korzystają z jakiejś wspaniałej wiedzy aby sobie pomóc w powrocie do zdrowia. Tymczasem żyją iluzją i o ile nie pomoże im siła własnej woli, która oczywiście jest święta i wspaniała, to trwają tak długo w stanie chorobowym, że powrót do zdrowia możliwy jest tylko za sprawą cudu lub uruchomienia najcięższych dział współczesnego arsenału nowoczesnej farmacji lub ziołolecznictwa czy też najnowszych osiągnięć w zakresie chirurgii. Wirusy – Wiem, Ja To Czytałem i Wiem, J O tym Słyszałem rozprzestrzeniają się i zbierają coraz większe żniwo. Po takich stwierdzeniach najczęściej następuje deklaracja, że cała gama terapii i technik już została przez pacjenta osobiście wprowadzona w życie i prosi on o wymyślenie czegoś nowego o czym jeszcze nie wie. Takie postawienie sprawy może prowadzić do pominięcia skutecznej terapii, która wprawdzie była przez pacjenta zastosowana lecz w taki sposób, że nie miała szans zadziałać.

Pamiętajmy proszę aby zachować daleko idącą powściągliwość we wdrażaniu w życie przeczytanych, czy zasłyszanych treści dotyczących sposobów na powrót do zdrowia, odchudzanie, rzucanie nałogów itd. W codziennym pędzie za coraz to nowymi informacjami oraz koniecznością bycia dyspozycyjnym w swojej pracy, zapomina się o przeznaczeniu odpowiedniej ilości czasu na weryfikację źródeł informacji lub na dotarcie do lekarza lub terapeuty mających wieloletnie doświadczenie w usuwaniu konkretnych dolegliwości. Oczywiście nikt nie da nam gwarancji wyleczenia. Jednak prawdopodobieństwo popełnienia błędu przez specjalistę w danej dziedzinie jest mimo wszystko mniejsze niż kiedy bierzemy się za samoleczenie metodami, zasłyszanymi lub o których przeczytaliśmy w książce lub Internecie. Oprócz wiedzy potrzebne jest bowiem ogromne doświadczenie zawodowe i życiowe oraz właściwa perspektywa, której nie umiemy zachować w stosunku do samych siebie. Jeden z moich nauczycieli nazwał to “Mini Maxi Schizofrenią”. Zgadzam się z nim, I z tego powodu, kiedy sam nie mogę sobie poradzić z jakimś problemem, to mimo iż mam zbudowaną określoną koncepcję na temat źródła moich problemów, i mimo iż znam wiele przydatnych metod, proszę o konsultację kogoś, kto niezależnie ode mnie, z innej perspektywy rozważy czy moje pomysły mają sens czy nie, a jeżeli nawet mają, to jak je wdrożyć w moim konkretnym przypadku.

Mimo, że świat zmierza w stronę bezosobowości i kontaktów za pomocą mediów elektronicznych, to na razie poziom przekazu jest tak niedoskonały w porównaniu z bezpośrednim, naturalnym kontaktem, że nie ma żadnego porównania pomiędzy jakością wizyty u lekarza czy terapeuty i konsultacją prowadzoną zdalnie przez łącze telefoniczne czy Internetowe. Niektórzy z Państwa oburzycie się i powiecie, – A pole morfogenetyczne ? A wspólne pole informacyjne ? Przecież cała informacja jest tam ! Nie trzeba więc się spotykać aby wiedzieć ! – Moja odpowiedź jest prosta. Tak, oba pola informacyjne i morfogenetyczne istnieją. – Problem jest w skali. Trzeba sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie: Ile osób potrafi świadomie i precyzyjnie korzystać z informacji czerpanych bezpośrednio z tych pól ? – Odpowiedź to zawsze będzie kwestia dwóch czynników – weryfikacji poprzez skuteczność działania i widocznych rezultatów w postaci powrotu do zdrowia pacjentów takiej osoby oraz zaufania, że terapeuta taką umiejętność posiada.

Ogromną rolę w kształtowaniu naszych opinii na różne tematy, mają media społecznościowe, takie jak Facebook, Google+, Twitter itp. Są tam miliardy treści o wszystkim. I praktycznie nikt nie ponosi odpowiedzialności za ich zawartość. To jest współczesna wersja Speakers’ Corner w londyńskim Hyde Park, gdzie każdy może powiedzieć wszystko, pod warunkiem, że nie obraża Królowej Anglii. To są portale służące w swej genezie dzieleniem się prywatnymi spostrzeżeniami, plotkami, opiniami. A to oznacza, że tak te informacje należy traktować. Coraz częściej jednak, treści publikowane na Facebooku i innych tego typu portalach traktowane są wręcz jako wiedza encyklopedyczna. Taką jednak nie jest. Korzystajmy więc z nich mądrze i mniej emocjonalnie. Nie działajmy pod wpływem impulsu. Chodzi bowiem o coś więcej niż nasze osobiste zdrowie. Chodzi o nieświadome rozpowszechnianie wzorców postępowania na ogromną skalę. A te mogą pomagać lub szkodzić, w zależności jaką treść niosą. To my, użytkownicy portali społecznościowych decydujemy, często anonimowo, o skali ich rozpowszechniania.