Prawdziwi ludzie – kim są i dokąd zmierzają ?

Prawdziwi ludzie – kim są i dokąd zmierzają ?
Newslettery NCZ Refleksje

Kiedy w 2009 roku przemierzałem australijski kontynent, koncentrowałem się głównie na bogactwie jego naturalnego środowiska. Aspekt duchowy i fakt iż jest to jedna z ostatnich enklaw gdzie przejawia się duch naturalnego współistnienia człowieka z naturą wprawdzie obecny, jednak odsunięty był na plan drugi przez liczne przykłady dewastacji poczynionej rękami białego człowieka, przybysza bardziej dewastatorskiego niż osławione psy Dingo czy króliki zaburzające lokalny ekosystem. Podziwiając piękno tego kontynentu, przemierzając Autback i tereny półpustynne znajdujące się w jego sercu, nie miałem świadomości, że byłem najbliżej w moim dotychczasowym życiu ludzi, których australijscy aborygeni nazywają ostatnimi Prawdziwymi Ludźmi. Po 9 latach od powrotu z Australii, podczas zbierania materiałów do wykładu i warsztatów o przekazach i symbolice Australii, natknąłem się na niezwykłą książkę autorstwa wspaniałej kobiety, Marlo Morgan. Książka nosi tytuł “Wołanie z końca świata”. Jest to relacja z jej pobytu wśród australijskich aborygenów, którzy zaprosili ją jako jedyną białą osobę (odmieńca) aby poznała ich prawdziwą kulturę i historię. Zaufanie plemienia zwanego Prawdziwi Ludzie, zyskała dzięki swojej pomocy udzielonej australijskim aborygenom, przy procesie asymilacji ze współczesnym światem i obyczajami, jakie zawitały na ten piękny kontynent. Według starszyzny plemiennej, jej los był spleciony z ich losem już w chwili, kiedy przyszła na wiat. Plemię liczące w chwili, kiedy je poznała 62 osoby zamieszkuje australijski Autback, czyli tereny półpustynne. Jednak nie zawsze tak było. Aby przybliżyć głęboką mądrość ludzi zwanych przez Anglików dzikimi, postanowiłem po prostu przytoczyć fragment z książki.

 

/…/ gdy panowała Epoka Snu, wszechświat stanowił jedną, spowitą w ciemność, całość. Bóg stworzył światło i promienie wstającego słońca rozproszyły ciemności. Potem Bóg pozawieszał w próżni otaczającej świat płaskie tarcze, które zaczęły krążyć po niebie. Jedną z nich była nasza planeta – Ziemia. Miała wówczas gładką, niczym nie okrytą, nagą powierzchnię. Wszędzie panowała cisza. Nie pochylały się rozkołysane wiatrem kwiaty, bo nie było najmniejszego nawet powiewu. Żaden dźwięk, żaden świergot ptaków nie zakłócał spokoju panującego w tej pustce. Potem Stwórca tchnął ducha w planety i powstała woda, powietrze, lądy i wszystkie znane nam formy życia.
Duch Stwórcy jest we wszystkim: żyje w skałach, roślinach, zwierzętach i ludziach. Ciało to tylko dom, w którym mieszka nieśmiertelna dusza każdego z nas. Cały wszechświat, żywa i martwa przyroda, jest zamieszkany przez dusze różnych stworzeń. Aborygeni wierzą, że Stwórca najpierw powołał do życia kobietę i dopiero potem „wyśpiewał” świat do istnienia. Zgodnie z ich wiarą Stwórca nie jest Osobą, lecz istotą nadprzyrodzoną, najwyższą, pozytywną i pełną miłości siłą, która wyzwalając energię, stworzyła Ziemię i ciała niebieskie.
Wierzą, że ludzie zostali stworzeni na podobieństwo Boże, ale ponieważ Bóg nie ma ciała, nie chodzi tu o podobieństwo fizyczne, lecz duchowe. To nasze dusze zostały stworzone na podobieństwo Boga, co oznacza, że odczuwają potrzebę czystej miłości, pragną pokoju, są twórcze i zdolne do sprawowania opieki nad innymi. Obdarzono nas wolną wolą i dano nam tę planetę, by stała się placem ćwiczeń, na którym mamy się uczyć poskramiania swoich emocji.
Epoka Snu była czasem eksperymentowania dla pierwszych ludzi, którzy zjawili się na Ziemi. Robiąc doświadczenia, wypróbowując, do jakich uczuć i czynów są zdolni, doszli do wniosku, że śmiało mogą dawać upust swojej złości, ilekroć mają na to ochotę. Wyszukiwali sobie nawet powody do nienawiści i sami stwarzali sytuacje, które ich wprawiały w złość. A przecież chciwość, żądza, kłamstwo i przemoc na pewno nie są uczuciami, jakie człowiek powinien w sobie rozwijać. Przeto Bóg zamienił ich w skały, wodospady, urwiska i inne elementy martwej przyrody, które do dziś nas otaczają i powinny nas skłaniać do refleksji… Rozum nam podpowiada wniosek, jaki stąd wypływa: to świadomość tworzy byt, a nie odwrotnie…
Dlatego aborygeni uważają, że posiadanie ziemi na własność nie jest zgodne z boskimi intencjami. Ziemia należy do przyrody. Ludzie powinni się porozumieć i zgodnie nią dzielić. Tylko takie postępowanie jest właściwe. Chcąc zaspokoić swoją żądzę posiadania, ludzie posuwają się do takich skrajności jak pozbawianie innych ich praw do własności. Zanim tu przyszli Brytyjczycy, nikt w Australii nie cierpiał z powodu braku ziemi…
Jeśli chodzi o historię tego kontynentu, to aborygeni są przekonani, że pierwsi mieszkańcy zjawili się w Australii w okresie, gdy wszystkie lądy na naszym globie były ze sobą połączone.
Uczeni zgadzają się, że około dwustu milionów lat temu istniał jeden wielki prakontynent (nazwali go Pangea), który następnie rozpadł się na dwie części: północną, czyli Laurazję i południową – Gondwanę, obejmującą Australię, Antarktydę, Indie, Afrykę i Amerykę Południową. Potem oderwały się Indie i Afryka, które opuściły Gondwanę jakieś sześćdziesiąt pięć milionów lat temu, a Antarktyda została na dole między Australią i Ameryką Południową.
Zdaniem aborygenów już w najwcześniejszym okresie historii ludzie zaczęli się interesować otaczającym ich światem i wyruszyli na wędrówki, które prowadziły wciąż dalej i dalej, na nieznane tereny. Po drodze napotykali nowe sytuacje i inne warunki. W rezultacie, zamiast wytrwać przy swoich kardynalnych zasadach, przyswajali sobie agresywne zachowanie i uciekali się do przemocy, aby móc przeżyć. Im dalej się posuwali, tym bardziej wypaczały się ich wierzenia i osłabiało przywiązanie do wartości moralnych. Ostatecznie także ich wygląd zewnętrzny zaczął ewoluować. Na północy, gdzie klimat byt chłodniejszy, zaczęła im jaśnieć skóra. Kolor skóry nie jest w pojęciu aborygenów czynnikiem dyskryminującym, niemniej uważają, że na początku wszyscy ludzie mieli taki sam kolor.
Białych uważają za odmieńców o dziwnych i bardzo specyficznych cechach. Po pierwsze – zauważyli, że odmieńcy nie wytrzymują długiego przebywania na otwartej przestrzeni. Większość z nich nigdy nie poznała uczucia, jakie daje stanie nago na deszczu. Spędzają życie w sztucznie ogrzewanych lub chłodzonych budynkach i w normalnych temperaturach zdarza im się doznać słonecznego porażenia.
Po drugie – układ trawienny odmieńców nie dorównuje temu, jaki mają Ludzie Prawdziwi. Odmieńcy muszą proszkować, emulgować, przetwarzać i konserwować pokarmy. Spożywają więcej produktów sztucznych niż naturalnych. Doszło nawet do tego, że podstawowe artykuły spożywcze, a także naturalne pyłki roślinne, znajdujące się w powietrzu, wywołują u nich alergie. Co więcej, zdarza się, że ich dzieci nie tolerują mleka własnych matek.
Traktując czas według własnych reguł, odmieńcy nie zauważają wielu istotnych zjawisk: ponieważ znają tylko pojęcie „dzisiaj”, niszczą bez skrupułów „jutro”.
Duża różnica między ludźmi dzisiejszymi i dawnymi polega też na tym, że odmieńcy żyją z nieustannym lękiem w sercu. Ludzie Prawdziwi nie wiedzą, co to strach, a odmieńcy straszą nawet własne dzieci. Wymuszają siłą przestrzeganie praw i nie mogą obejść się bez więzień. Ich rządy opierają bezpieczeństwo państw na grożeniu bronią innym krajom.
Zdaniem aborygenów lęk jest uczuciem naturalnym w świecie zwierząt. Tam odgrywa ważną rolę w walce o przeżycie. Skoro jednak ludzie wierzą w istnienie Boga i w to, że wszechświat nie jest dziełem przypadku, ale świadomym boskim zamysłem, którego cel znają, to nie powinni się bać. Nie można wierzyć i jednocześnie się bać. Wiara wyklucza lęk. Natomiast czynnikiem, który strach potęguje, jest: posiadanie i przywiązywanie się do rzeczy. Im więcej ich masz, tym bardziej się boisz. W końcu żyjesz już tylko dla nich.

Fragment książki Marlo Morgan „Wołanie z końca świata”.

Plemię Ludzi Prawdziwy, którzy jak twierdzą są na Ziemi od zarania istnienia człowieka, postanowiło ją opuścić. Obecnie, nie płodzą dzieci aby wraz z najmłodszym, ostatnim ich obecnie żyjącym potomkiem plemię odeszło z tego planu na inny, gdzieś w nieskończonym i bogatym w inne plany życia wszechświecie. Są świadomi wędrówki dusz i zadają sobie pytanie: Kiedy ludzie żyjący na Ziemi, zrozumieją, że żyjąc wyłącznie tu i teraz, bez świadomości, że tu i teraz ma wpływ na przyszłość świata, niszczą Ziemię która nie jest ich własnością oraz niszczą środowisko życiowe tych, którzy po nich przyjdą aby doświadczać tego planu życia ?

Ludzie Prawdziwi mówią, że jeszcze jest możliwość przemiany i ocalenia Planety. Jednak oni muszą odejść. Ich czas udzielania wsparcia pozostałym ludziom dobiegł końca. Teraz musimy radzić sobie sami.